Pakowanie - odwieczna zmora. Odkąd pamiętam zawsze sprawiało mi ogromną trudność. Nigdy nie wiedziałam od czego zacząć i jak poukładać te wszystkie rzeczy w walizce, aby zajęły jak najmniej miejsca. Wychodziłam z założenia, że może z wiekiem (czytaj doświadczeniem) ta czynność nie będzie sprawiała mi aż tak wielkiego kłopotu, jednak nic bardziej mylnego... Powiedziałabym nawet, że jest gorzej niż było :) Aby zbytnio nie denerwować się w ciągu dnia, postanowiłam zostawić pakowanie na wieczór. Kiedy zbliżała się północ, byłam coraz bardziej zmęczona, frustracja z powodu pustej walizki sięgnęła zanitu, a ja niewiele myśląc - zaczęłam upychać do środka ile wlezie :) Następnie przesiedziałam kilka dobrych minut na walizce, modląc się, abym mogła ją zasunąć.
I tak oto spakowałam się do Brazylii i spędziłam tutaj kilka ładnych tygodni. A jak mi było i o czym zapomniałam, napiszę w kolejnym poście :)
I tak oto spakowałam się do Brazylii i spędziłam tutaj kilka ładnych tygodni. A jak mi było i o czym zapomniałam, napiszę w kolejnym poście :)
kostium - Roxy,
gumki - Sinsay,
okulary - Michael Kors,
perfumy - Marc Jacobs.
kostium - Roxy, Billabong,
kapelusz, spodenki - secondhand,
lakier - Essie.
Pozdrawiam,
bridget
