Stoję na przystanku. Dochodzi siódma rano. Wokół błoga cisza. Przyglądam się gazetom w kiosku. Ale photoshop - myślę sobie. A to kto? Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że nie znam... O i tej pani z okładki też nie znam. Może coś ze mną nie tak? Moje rozważania przerywa głośny ryk: mamo! Mamo! Kup mi! Mamo, mamo chcę! Mamo to! To! O to! Zastanawiam się ile razy można powtórzyć jedno i to samo... Sto? Dwieście? Może więcej. Przyglądam się różowej księżniczce, która upatrzyła sobie zabawkę w kiosku i nie chce odpuścić. Mamooooooo kup mi!!! Robi się coraz głośniej, mała nie poddaje się, ale mama wcale nie wygląda na osobę, która w jakikolwiek sposób miałaby zareagować. W pośpiechu szukam słuchawek do telefonu, w końcu ile można słuchać małej, wrzeszczącej dziewczynki. Całą sytuację obserwowała również starsza pani, która po kilku minutach postanowiła dodać kilka groszy od siebie - "Przepraszam, ale dlaczego nie chce Pani kupić tej zabawki swojemu dziecku?" No i w tym momencie szczęka mi opadła. Kiedyś myślałam, że to rodzic decyduje o tym, jak wychować swoje dziecko i co mu kupić, ale chyba się myliłam...
Miłe zaskoczenie - jak na razie nr 1.
Wreszcie krem, który spełnia swoje zadanie w 100%
Mój nowy nabytek :)

















